Nie wracaj znów. Nie wiesz, co robisz, karaluchu.

Twór, o którym tu mowa potrafi być bardziej powszechny, niż wszechobecna w UTAU światku Kasane Teto. Ta niepozorna postać to prawdziwa „gwiazda internetu”, której głos słychać w melodii towarzyszącej animacji z niczym innym, aniżeli memem spod znaku überall; Nyan Catem, który przeniknął do wszelkich społeczności na dostatecznie tyle, by stać się kolejnym internetowym widmem. Tym widmem jest też ona, bo paradoksalnie, o ile pod tym względem zna ją każdy, o tyle mało kto kojarzy jej aparycję bezpośrednio z tą falą „sławy”. Jest to niesprawiedliwe i spowite lekkim komizmem, ale Эй! Nie o sławie na dziś. Ta postać to jeden z trzech pierwszych, udostępnionych publicznie UTAU, a zawitała do tego uniwersum 22 maja 2008 roku. Niebywale nawiedzający głos, który rzeczywiście przywodzi na myśl brzoskwinie, emocjonalny robot wyjęty z opowieści Kraftwerk, zdejmowana głowa, niania, M-100, miotły i słodycze, paskudne karaluchy – Achtung! Momone Momo (桃音モモ).

momo_350x1000

oficjalna ilustracja

Momo wyszła prosto ze snów dwóch osób – japońskiej artystki Momoko Fujimoto (藤本萌々子), która użyczyła swojemu dziecku głosu i momomomoP – ilustratora. Należy do 3 dziewcząt UTAU z Kasane Teto i Defoko. Poza takimi faktami jej aparycja i ogólny projekt jest niezwykle subtelny i delikatny, pachnie japońskimi elementarzami i przede wszystkim – brzoskwiniami. To dziwaczne połączenie zgrzytu robota i przepełnionej domową atmosferą aury daje bardzo surrealistyczny obraz, który dobrze opisuje sam model postaci – M-100, co dosłownie oznacza M-Momo („momo” w starojapońskim to 100). Robotyczna ostrość, niezwykle delikatne wnętrze. Oto Momo: potrafi rozśmieszyć każde dziecko, nie jest pewna co do czyichś intencji, popada w rozstrój emocjonalny i rozmawia z elektronicznymi urządzeniami. Jest posłuszna, szczera i nieśmiała. Jąka się, gdy się denerwuje. Ot, zwykła dziewczyna. Mierzy 167 cm wzrostu, waży 52 kg i ma 14 lat. Mówi „そ、そういうのいけないと思います!” – „Myślę, że robisz coś, czego nie powinieneś robić!”. Nie cierpi, gdy ktoś zdejmuje jej głowę i jest stale nękana przez Defoko. Jej „ja” możemy znać nie tylko z piosenki o niekończących się „nya”, ale też z interpretacji „Kenka Wakare”, która zaraz po tej pierwszej jest jej najpopularniejszym wykonaniem, przy tym wybitnie podkreślającym charakter M-100. Fanom od strony technicznej można zasygnalizować, że była jedną z pierwszych UTAU, które podróżowało w podróży „VCV”. Ale to nieistotne, Momone jest krucha jak porcelana.

Śpiew, którym posługuje się Momo, mimo iż pozostawia po części wydźwięk przeciętnej japońskiej nastolatki, jest okropnie specyficzny i przy tym ciężki do opisania. Nasuwa mi się myśl „skrzekliwy śpiew psalny”, gdzie ten skrzek to nieprawdopodobnie wyróżniająca cecha na tle wielu głosów. Zaraz potem stwierdzam, że to nie to i myślę, że jej głos to „bardzo niespokojne, matczyne mamrotanie”. To dalej nie to. Mogę snuć w nieskończoność, że śpiew Momo to nieśmiałe gaworzenie zauroczonej dziewczynki, żałobny szept pod latarnią, wynurzająca się syrena, tajemniczy głos z którejś linii metra, zachodzące słońce, a i tak nic z tego nie opisuje konkretnie jej falsetu. Nie mam pojęcia, jakim określeniem byłoby połączenie tych wszystkich metafor i epitetów, Momo jest niesamowitą wycieczką dla ludzkiego mózgu. Jest niezwykle prosta, a przy tym przerażająco niebanalna i niemieszcząca się w słowach. Jest coś jeszcze, co jest składnikiem piękna M-100: jest seraficzna i potrafi w nierealny sposób chwycić za serce komputerowym gaworzeniem. To nie jest wcale proste do wykonania, by postać UTAU głosem dała wręcz upust digitalnym emocjom. Podczas gdy większość powołuje się na krzyki i nawoływania ze średniowiecznych jarmarków, Momone pokazuje w utworach mniej lub bardziej eligijnych wrażliwość absolutnie niezwykłą. Komputery według pogłosek nie czują, ale kiedy ktoś wybiera maszynę, by dać upust najszczerszym emocjom – takie plotki nie mają znaczenia. Czujemy się tak, jakby komputerowa bajka naprawdę czuła i w niedosłowny sposób chciałaby nam to przekazać. Momone Momo w najprawdziwszy sposób jest czującym robotem.

Momone to „biały rycerz” – niewinny, złożony z płatków kwiatów. Swoją postacią przywołuje obrazy drobne jak „Kimba the Lion”, a wokalem przypomina płaczącą królową. To fuzja lamentów na fotografiach z początku XX wieku, kuchennych pomrukiwań, pojedynczych fraz robotów i brzoskwiniowych ciast. Jest prosta i tym samym trudna i oddalona od rzeczywistości, towarzyszy jej komputerowa transcendencja.

ngadeg

kreatura wodewilowa

Podobne wpisy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Google+