Dziecięce sny zza luster i jaskiń, płoniemy w temperaturze ujemnej

Zawitała do społeczności UTAU-Vocaloidowskiej dokładnie 18 sierpnia 2009 roku, witając się ze światem krótkim nagraniem z Hatsune Miku w roli głównej. W ciągu dwóch lat swojej aktywności w tej części muzycznej dzieliła się swoimi kompozycjami wykorzystującymi UTAU, zaśpiewami Miku, frazami AquesTone i swoim głosem. Nie dzieliła się bardzo swoim życiem prywatnym, niewiadome było nawet to, jak się nazywa i była czymś w rodzaju małej tajemnicy, kiedy przechodziło do kwestii innej niż same jej utwory. W tym samym miesiącu w 2011 roku ucichła na nicovideo, w 2012 roku zaś na Twitterze poszła gdzieś w eter, gdzieś, nie wiadomo gdzie. O głosie przypominającym szkolne wyczekiwania na przerwę w kompletnej nudzie, jej teksty brzmiące jak stopniowo deformująca się baśń, anielskie pomruki, cyrkowe walce, gołębie pianino, podkolanówki, pamiętniki, „duchy melodyki” – jej muzyka to nimfa, z której wynurza się pająk, a na imię jej kolano – po prostu knee.

Jeśli ktoś nie kojarzy knee z jej szumiących snów w pamiętnikach, to istnieje prawdopodobieństwo, że będzie pamiętać ją jako autorkę surrealistycznej kreatury, która w swoich dłoniach trzymała, Mère de Dieu!, bukietnicę Arnolda – Nene Nene. Ta istota, która przez same informacje o sobie sprawia wrażenie odtworzenia pozornie niewinnych potworów, domyślnie śpiewa muzykę klasyczną, pojawiła się niedługo przed świętami Bożego Narodzenia i posiada zdolność fotosyntezy była niewątpliwie czymś, co dało jej trochę rozgłosu, a i pozwoliło wniknąć na ograniczoną odległość do jej umysłu artystycznego. Knee – duch melodyki, przywitała swoje dziecko pieśnią brzmiącą jak psujący się winyl z właśnie – muzyką klasyczną. Pieśnią okropnie oniryczną, bo aż wsysającą, co jest dobre i wyjątkowo eteryczną. Taka jest też jej cała twórczość – często brzmi jak puste spojrzenia na plaży pod gwiezdnym niebem. Nagisa.

Jousaibou wydała w sumie 6 małych albumów – erurich!, kneeclassic/daily meal diary, Cold Cave, hatsune EP, Today’s song i boy meets girls. Każdy z nich, ale w szczególności Cold Cave I kneeclassic/daily meal diary to niesamowicie surrealistyczna podróż w świat owadów na talerzach, spożywanych przez dzieci w nieskazitelnie czystych kołnierzykach. Te dzieci przemierzają lasy, jeziora i trzciny w poszukiwaniu miejsca, gdzie staną oko w oko z Księżycem. Wychodzą z piasku, mieszkają w chmurach, zamieniają się w korzenie drzew, buszują w komputerach Atari, wyjadają sobie nawzajem podkolanówki. To jest knee, to jest subtelna, niewinna groteska, podszyta atmosferą abecadła. Sama jej muzyka jest ciężka do opisania – to bardzo osobliwe połączenie japońskiego popu z klaustrofobicznym noise, eterycznymi dźwiękami syntezatorów, cyrkowymi, przedwojennymi walcami, nostalgicznymi melodiami pianina. To wszystko niekiedy jest podkreślane przez czyhające na nas niebezpieczeństwo. Słuchanie jej jest jak czytanie starej książki z baśniami – w czasie, gdy czytasz na wprost lustra, twoje odbicie patrzy na wprost ciebie z pytającym wzrokiem. Ta całość, która przyjęła taki, a nie inny kształt w dużej mierze przez ograniczone warunki w fazie produkcji, to swego rodzaju charakterystyczny smak w brzmieniu. Dźwięki, które kreowała knee dalej są nadzwyczaj szerokie, w kwestii estetyk im towarzyszących, bo znaleźć tu możemy elementy od japońskich, szkolnych dyskotek poczynając, na spaniu tuż obok kościelnego dzwonu kończąc.

Jednak, Musumesaibou nie jest jednorazowym epizodem w dobie fenomenu Vocaloidowskiego ani kompletnie efemerycznym zjawiskiem. Jej grobowa cisza wynikała z trwającego czasu pracy, który dał owoc w styczniu 2015 roku. Knee ukazała się ze swoim projektem Miminomeme (耳野めめ) – „wirtualną idolką”, powracając ze swoimi tworami w trochę zmienionym, ale wciąż z dawnym smakiem wydaniu. Dalej widzimy i słyszymy mundurki i dadaistyczne, niezidentyfikowane kreatury na tle dziecinnych wzorków. Ten eter, do którego udała się na moment, ukazał się być dobry dla pokazania czegoś jeszcze innego. Choć w bardziej popowej odmianie, ciągle tworzy dzieła niezwykle subtelne i nietuzinkowe.

 

ngadeg

kreatura wodewilowa

Podobne wpisy:

1 odpowiedź

  1. Shijpoan pisze:

    Autor artykułu znowu mnie zadziwia. W sensie pozytywnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Google+