Błąd systemu

Większość ilustracji anatomicznych z epoki Edo wygląda jak okresowo zmieniające się kolory na planszy defragmentacji dysku. Czasem przypominają plątaninę kabli i układy scalone, jeszcze innym razem – nierealny chaos; błąd systemu. Splątanym jelitom bliżej jest do macek ośmiornicy, często widzi się odcięte palce i czuje drażniącą woń zgnilizny z drewnianych, przytulnych domków, gdzie z jednego z nich dobiega rozpaczliwy wrzask, bo stary Tanaka obudził się z czarną, obumarłą stopą – do amputacji. Rzadko bywa, żeby choć jeden z tych rysunków nie wywołał w nas nieuzasadnionej chęci ucieczki, konsternacji lub przerażenia zamkniętego na klucz w podświadomości, podszytego nieuzasadnioną tęsknotą, a przy tym takie emocje stają się pewnego rodzaju budulcem zaciekłej ciekawości, chęci poznania. Od przeszło kilku, jeśli nie kilkunastu lat ta ciekawość zdążyła przerodzić się w manię archiwizacji, w której fenomenologię kolejno włączyły się Vocaloid, UTAU i rzesza podobnych oprogramowań, dołączając do kręgu obejmującego temat tego, co „jawi się, ale nie jawi – nie jest istniejące, ale nie jest też umarłe”, wrzucając do tej przestrzeni twórców powiązanych z owymi programami, a także zwykłych entuzjastów, nieangażujących się w użytek aplikacji. Obsesja archiwizacyjna, często retromania, to podobnie jak wygląd tego, co est intra człowieka na ilustracjach z epoki Edo, błąd systemu świata, którego jedynym, a zarazem strasznym sposobem na usunięcie jest rozpoczęcie wszystkiego od nowa, całkowicie dematerializując znaną nam rzeczywistość i formując ją od podstaw, czuwając nad przyszłością dzień i noc. Nie pozostaje zrobić nic innego, niż zgodzić się na współ-egzystencję z końcem historii i dać jej możliwość ingerowania w nasz byt, a na tę ingerencję godzi się i konwertuje ją na postać muzyczną między innymi Matsuda Mattsun (松田まっつん, a także Matsuda Toki – 松田トキ).

Przeszukując  gąszcz informacji o Matsudzie nie jestem w stanie określić, kiedy dokładnie zjawiła się w UTAU światku, ale dużo wskazuje na to, że pojawiła się wraz z datą wydania jej pierwszego UTAU we współpracy z użytkownikiem o nazwie Keyl, Keine Ron, czyli 1 lutego 2010 roku. Nie poprzestając na jednym tworze, Toki, tym razem sama, stworzyła  rodzeństwo – Matsudappoiyo i Matsudappoine oraz czerwonowłosego Akutę, jednak ostatecznie, w drugiej połowie 2014 roku z powodów prywatnych odłącza się od społeczności UTAU (później powraca, lecz tworzy tylko covery), zaciera swoją aktywność i wyłącza z użytku odnośniki do pobrania głosów jej postaci. Chcąc nie chcąc, jej UTAU wcale nie wygasły tak, jak miałoby się to stać i, mimo że minęły już niecałe 2 lata od ich śmierci, to końcowo w ogóle nie wymykają się z pamięci, wielu użytkowników dalej posiada pobrane głosy a rodzeństwo Matsudappoi i Akuta nie chcą ot tak zniknąć. Wolą ciągle odwiedzać ludzkość pod postaciami zjaw, co przekłada się na stwierdzenie, że sama Matsuda uległa błędowi systemu na tyle, by wchłonąć go w jej subiektywny świat UTAU. Tak jak temat funkcjonowania zjaw jej UTAU jest niespójny i zagmatwany, co wytłumaczalne jest niemal zawsze w jakiejkolwiek widmowej sytuacji, bo przynależy to do nieodłącznej natury duchów, sporna potrafiła być nawet kwestia płci Matsudy, kiedy to dopiero po wnikliwym czytaniu jej Twittera przyjęło się, z lekkim niedowierzaniem, że UTAU z męskim głosem ma źródło głosu u kobiety. Mattsun nie skomponowała wielu piosenek lub nawet nie zdążyliśmy ich usłyszeć, ale nie liczba jest tu istotna, lecz hipnagogiczny wyraz, jakiego nabiera sztuka Matsudy, choć po ilustracjach wykonanych przez nią rzadko kiedy kojarzy się ze śpiączką. Estetyka glitchu, przywodząca na myśl nawet jego wchodzenie na scenę muzyczną w 1913 roku za sprawą wynalazków Luigi Russola pod nazwą intonarumori[1] ma niezwykły wpływ na odbiór prac Toki, dając efekt zimnej surowości, która z każdego jej utworu czyni klaustrofobiczny obraz, gdzie jesteśmy zupełnie sami z jej muzyką w czterech śnieżnobiałych i maniakalnie czystych ścianach. Przez to, że kolorem charakterystycznym dla Toki jest najchłodniejsza, a przy tym bezbarwna barwa, która w swojej sterylności nie mieści jedynie ścian szpitalnych, ale też ogólnie pojętą cyfrowość, działającą w odpowiedni sposób tylko, kiedy jest dopięta na ostatni guzik, buduje się wokół prac takich jak   wyjątkowo zimna, a może i nawet zimowa aura. Tę zimną izolację podkreśla również it, w którym, mimo iż dźwięk i tekst jest przy nas, „to” jest nieosiągalne, obce i oddalone, a zniknęło w bliżej nieokreślonym miejscu i czasie, zostawiając po sobie pustkę i obsesyjną chęć odnalezienia „tego”. Podobnie nieosiągalne jest odnalezienie jakichkolwiek albumów muzycznych z pracami Toki; nie istnieją. Autorka nie pozostawiła po sobie żadnego krążka, udzielała się za to graficznie w albumach zbiorowych takich jak ALIVE (2014) czy Ring (2014). Nie omijając tematu coverów, warto wspomnieć, że Matsuda nie posługuje się tylko UTAU, ale także swoim głosem, przemieszczając się między płcią męską, a żeńską tworząc coś androgynicznego i szczególnego; przestrzeń, gdzie płciowość nie odgrywa żadnej roli, wszystko staje się płynne do granic możliwości, wyjęte jak z marzenia sennego, które nim nie jest i nie jest też jawą – hipnagogii. Dla coverów, zarówno w UTAU, jak i z głosem Toki, znamienna jest dla nich zachowana surowość, ale tym razem pod innym kątem – wykorzystanie oryginalnego podkładu, niemal wcale nienaruszonego, która jest znakiem rozpoznawczym dla towarzyszących UTAU i Vocaloid estetyk i, chcąc nie chcąc, przypomina o fenomenie karaoke, ale to nie jest aż tak negatywna strona, jakby się wydawało. Znowu „jest” i znów nie da się określić, czy to coś jest dobre, czy wręcz przeciwnie. Surowy sposób traktowania warstwy instrumentalnej, chociaż łatwo skojarzyć z lenistwem i niechęcią do dalszego interpretowania tworu, jest również czymś na miarę symbolu, który wraz ze zniknięciem wywołałby najprawdopodobniej mniejszą lub większą falę sentymentalizmu i teatralnej nostalgii, na miano buntu antyfuturystycznego młodzieży pożartej przez retromanię, wchłaniającej bez wyjątku każdy element minionej epoki określając współczesność „nudną i bez wyrazu”, zapominając, że ta współczesność wywoła za niedługo tę samą falę nostalgii, co inna miniona dekada.

„The sky was a deep blue”, w kolorze cieplejszym od bieli, ale klaustrofobicznym i wciągającym w głębię jak ściany muzyczne i graficzne Toki, a przy tym przywodzącym na myśl letnie niebo w przypadkowej japońskiej wiosce, z prażącym słońcem na froncie i niewielkim wiatrem. Być może lato to paradoksalnie doskonała pora roku do zapoznania się z twórczością Matsudy, która o ile potrafi chłodzić, to tym samym odosabniać i izolować od świata zewnętrznego i jakichkolwiek doskwierających mu dolegliwości, które nie potrafią zniknąć w ułamku sekundy. Wtedy można spróbować odnaleźć „to”, co nie jest tak proste, kiedy musimy odgadnąć, czym jest „to” (it).

[1] Intonarumori są grupą eksperymentalnych instrumentów, zrodzonych z manifestu Art Of Noises manifesto, które poprzez wydawane przez nie szumy i zgrzyty zostały uznane za początek dla późniejszych, generowanych komputerowo usterek dla gatunków takich jak glitch, noise i pochodnych. Stały się symbolem ówczesnego futuryzmu, ale większość z nich nie przetrwała nawet II wojny światowej.

ngadeg

kreatura wodewilowa

Podobne wpisy:

1 odpowiedź

  1. Ana Rena pisze:

    Tyle lat żyłam w kłamstwie! Myślałam, że Matsuda Mattsun to facet. ._.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Google+